Czołg lekki Vickers E


Po dłuższej przewie, wracam do modeli z kolekcji Wrzesień 1939. Jakoś tak darzę tą serię wielką sympatią, a to zapewne za sprawą niewygórowanej ceny oraz świetnie wykonanych modeli jak na skalę 1:72. Tym razem na warsztat wrzuciłem model czołgu lekkiego Vickers E.
Vickers E to czołg lekki z okresu międzywojennego, produkowany przez brytyjską firmę Vickers na eksport do wielu krajów świata. Była to jedna z bardziej znaczących konstrukcji czołgów w historii rozwoju tej broni – przed II wojną światową był najszerzej rozpowszechnionym typem czołgu na świecie po czołgu Renault FT-17; dał też początek takim czołgom jak T-26 czy 7TP

Wracając do modelu... Bryła czołgu jest bardzo podobna do wykonanego jakiś czas temu przeze mnie podobnej wersji Vickersa [KLIK]. Mam tu na myśli wersję dwuwieżową. Jedyna większa, zewnętrzna różnica w budowie obu egzemplarzy to właśnie wieża. Poza tym oba modele są praktycznie identyczne. Pomijam tutaj wnętrze oraz różnego rodzaju szczegóły techniczne.
Jeśli chodzi o budowę, to jak już wspominałem wcześniej, przebiegła ona bardzo podobnie jak w przypadku wcześniejszego modelu. Szczerze powiedziawszy, to kupując model Vickersa E, chciałem przetestować na nim nowe farby Tamiya i porównać ich kolorystykę z farbami Hataka, którymi malowałem wcześniejszy model. By porównanie było w miarę sprawiedliwe, oba modele wykonałem bardzo podobną techniką, którą już od pewnego czasu powoli sobie wypracowałem. Po sklejeniu modelu naniosłem na niego biały podkład One Shot od MIG'a. Następnie po dokonaniu drobnych poprawek przyszedł czas na malowanie. Użyłem tutaj następujących farb Tamiya: olive drab (XF-62), red brown (XF-64) oraz dark yellow (XF-60). Każdy kolor odpowiednio rozcieńczyłem rozcieńczalnikiem X-20A. Z uwagi na niewielkie gabaryty modelu postanowiłem skorzystać z mojego starego aerografu marki Adler z dyszą 0,2 mm. Aerograf może i ma już swoje lata ale wciąż dobrze sprawdza się w przypadku malowania maskowania na małych modelach. Bardzo pomocna jest tutaj regulowana blokada iglicy, dzięki której można ustawić wielkość plamki przy malowaniu.
W pierwszej kolejności naniosłem kolor dark yellow, następnie olive drab, a na koniec poszedł red brown. Podczas malowania próbowałem posiłkować się różnymi przykładami malowania tego typu czołgu znalezionymi w sieci, ale jak to zwykle bywa nic z tego nie wyszło i całe maskowanie wykonałem spontanicznie, po swojemu. Zgodnie z oczekiwaniami odpowiednio rozcieńczone farby ani razu nie zapchały dyszy w aerografie. Po pierwszej ocenie kolorystyki kolory były bardzo "pastelowe".


No ale wiadomo - kolejnym etapem malowania było naniesienie wash'a, który zdecydowanie przyciemni całość. Co do malowania gąsienic, tutaj również nic ciekawego się nie działo. Standardowo użyłem tutaj akrylowej farby w kolorze gunmetal. Po zaaplikowaniu na model solidnej porcji wash'a w brązowym kolorze odczekałem chwilkę by ten wysechł. Następnie przy pomocy pędzelka zwilżonego w white spiricie zacząłem zabawę z usuwaniem nadmiaru washa. Przyznam, że bardzo lubię ten etap malowania. Pewnie dlatego, że nad końcowym efektem jest dość duża kontrola i zawsze można coś poprawić. Przy okazji sprawdziłem w boju zakupiony niedawno white spirit czyli tzw. spirytus mineralny. Sprawuje się bardzo dobrze właśnie przy usuwaniu nadmiaru wash'a naniesionego na model. Efekt ostateczny oceniam jako porównywalny z używanym do tej pory rozcieńczalnikiem EKO-1. Zapach obu specyfików również jest podobny. Jedyna różnica to oczywiście cena, która zdecydowanie przemawia na korzyść EKO-1. Po zabawie z white spiritem cały model zabezpieczyłem warstwą lakieru matowego. Następnie techniką suchego pędzla podkreśliłem detale modelu. Przy tej technice użyłem koloru greyish sand od Hataki (A086). Ostatnim krokiem była waloryzacja gąsienic. Po zaaplikowaniu używanego już wcześniej wahs'a i white spirita, na powierzchnię gąsienic naniosłem za pomocą patyczka do uszu pigment w kolorze gunmetal. Starałem się to wykonywać tak, by pigment pozostał tylko na wystających częściach ogniw gąsienic. Z kolei przy pomocy rdzawych odcieni pigmentów zwaloryzowałem tłumik. Po zakończeniu zabiegów z pigmentami cały model zabezpieczyłem delikatną mgiełką matowego lakieru.

Końcowy efekt oceniam bardzo pozytywnie. Mniej więcej coś takiego chciałem osiągnąć. Tym razem nie szalałem z waloryzacją i muszę przyznać, że coraz bardziej podoba mi się taka technika.
Na sam koniec dokonałem porównania użytych kolorów farb Tamiya z użytymi na wcześniejszych modelach kolorami farb Hataka. Na moje oko, po zastosowaniu technik waloryzacyjnych, zarówno kolory Tamiya jak i Hataka prezentują się bardzo podobnie. Oczywiście jest to moja subiektywna ocena. Poza tym w dużej mierze o finalnym efekcie kolorystycznym decydują również wszystkie zabiegi waloryzacyjne. Ale po wcześniejszych doświadczeniach z farbami Hataka zostawię sobie do malowania większych powierzchni, natomiast farby Tamiya będę używał przy tworzeniu bardziej precyzyjnych wzorów czy kamuflaży.

Na koniec tradycyjnie zapraszam do przejrzenia galerii końcowej ukończonego modelu.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

XIX Ogólnopolski Konkurs Modeli Kartonowych w Przeciszowie

Przydatny gadżet dla modelarza kartonowego

Przejazd dla miłośników kolei i fotografii